Nastała jesień, a wraz z
nią sezon grypowy. Jak co roku smok wawelski przemienił się w
krakowski smog, a ludzie chodzący po mieście kichają, kaszlą,
smarkają, gorączkują, krztuszą się. zarażają i prątkują.
Wirusy urządzają sobie co roczny bal, a tym razem dodatkowo
towarzyszy im wirus Covid-19.
No właśnie, jak myślicie,
czy czas, w którym przyszłość jest niepewna, to dobry moment na
podejmowanie ważnych decyzji? Czy gdybyście nocą słyszeli, że po
waszym domu chodzi włamywacz, to zastanawialibyście się nad
założeniem własnej firmy? Albo rozważalibyście, czy decyzja
waszej sąsiadki, o zamieszkaniu ze swoim chłopakiem, nie mając z
nim ślubu, była zgodna z prawem i z waszymi przekonaniami? Może
niewiele wiem o ludziach, ale obstawiam, że wasza odpowiedź
brzmiałaby nie. W momencie możliwości utraty zdrowia lub życia
nie myśli się o takich sprawach, tylko podejmuje się działania
ratujące życie. Tak jest zaprojektowany nasz mózg. W momencie
zagrożenia wysyła sygnał walcz albo uciekaj. To znaczy uściślijmy.
W taki sposób działa mózg przeciętnego Homo Sapiens, ponieważ u
nad ludzi wygląda to inaczej. Ludzie władzy, czyli ,,Homo Homini
luPiSy", w sytuacji zagrożenia życia, myślą jak robić jeszcze
większe wały i jak wykorzystać lęk zwykłego człowieka.
I tak oto nasi obecnie
władający cesarzowie, w samym środku pandemii i w silnym wzroście
zakażeń, postanowili zgłosić do Trybunału Konstytucyjnego, czy
aby na pewno ustawa o aborcji eugenicznej jest zgodna z konstytucją
z 1993 roku? Sędziowie na ten wniosek, mimo zakazu zgromadzeń,
postanowili zebrać się w kupę i to przedyskutować. Po długich
debatach doszli do wniosku, że wyżej wymieniona ustawa jednak nie
jest zgodna z konstytucją. W ten sposób wydali nakaz rodzenia
dzieci nieuleczalnie chorych, upośledzonych i nie zdolnych do życia
poza łonem matki. Mówiąc prościej, kobiety zostały zmuszone do
rodzenia dzieci, spisanych na straty przez samą naturę.
W ten sposób wywołano
swoistego rodzaju wojnę domową. Kobiety, którym ewidentnie
odebrano prawo wyboru zaczęły protestować. Wyszły tłumnie na
ulicę, by strajkować przeciw obecnej władzy. Rozsądni ludzie oraz
mężowie wiedzą, że kobiet nie należy nadmiernie denerwować. I
tutaj zagadka. Czym się różni wściekły facet od wściekłej
kobiety? Wściekły facet jest w stanie wywołać wojnę, a wściekła
kobieta apokalipsę.
Pewnego popołudnia dwie
kobiety knuły tajny spisek jak wywołać Armagedon, a mówiąc
dokładniej rozmawiałam z przyjaciółką przez telefon o obecnej
sytuacji w naszym kraju. Właśnie obmyślałyśmy plan utworzenia
bomby atomowej wypełnionej gazem rozweselającym, gdy nadeszła pora
na mój codzienny nielegalny spacer bez maseczki (kto jest na bieżąco
z opowiastkami ten wie o co chodzi). I tak idąc ku bramce z
telefonem przy uchu, słyszałam dziwny przeciągły pisk dobiegający
z ogrodu sąsiada. Dźwięk był tak głośny, że usłyszała go
nawet moja przyjaciółka. Nie zdążyłam wytłumaczyć jej, że to
znowu zaciął się czujnik natężenia prądu w latarniach, ponieważ
momentalnie zaczęła na mnie krzyczeć, że odpaliłam naszą tajną
bombę bez jej udziału. Tak okropnego dźwięku, wrzasku, zgrzytu i
charczenia to jeszcze nigdy nie słyszałam. Moje bębenki zaczęły
wygrywać rywalizację z heavy metalem, a ciśnienie w głowie
sześciokrotnie przewyższyło to w parowarze. Wtem nastąpiło to, co
nastąpić musiało, a mianowicie telefon przy moim uchu eksplodował!
Stopił się tak nie fortunni, że na prawej stronie mojej twarzy
wyskoczyły zielone bąble przypominające Covid-a, a powstałe, w
wyniku wybuchu, iskry, po licznych zawirowaniach odbiły ślad na
moim czole w postaci blizny w kształcie pioruna. W tym samym
momencie, moi sąsiedzi strażacy akurat czyścili wozy strażackie.
Oczywiście zaraz przybiegli zaciekawieni wybuchem, błyskawicami i
dymem, który swoją drogą jeszcze przez kilka minut unosił się z
mojej głowy. Na moje nieszczęście zjawili się ci najstarsi i
emerytowani. Na mój widok od razu zaczęli krzyczeć, ze mam Covid-a
na twarzy i że to ja sprowadziłam na naszą wieś zarazę. Któryś
z nich zauważył mój nowo powstały piorun i niewiele myśląc
nazwał mnie feministką, czarownicą, która chce zabijać dzieci
oraz SS-manką. Lekko oszołomiona bardzo powoli zaczynałam
rozumieć, ze strażacy nie są do mnie pozytywnie nastawieni.
Totalne otrzeźwienie nastąpiło dopiero wtedy, gdy ujrzałam
zbliżającą się furmankę. Pomyślałam wtedy, że to nie godne
żebym ja, niespełniona artystka o leniwym aczkolwiek genialnym
umyśle, miała skończyć na furmance jak Jagienka! Szybko pojęłam,
że nie dam rady uciec więc musiałam o siebie zawalczyć. Jak
wiadomo najlepszą obroną jest atak, dlatego postanowiłam
zaatakować przeciwnika jego własną bronią. Wstałam na tyle na
ile pozwolił mi mój błędnik i zaczęłam swoją przemowę:
Wy kanalie! Chcecie mi
wmówić, że czarne jest czarne, a białe jest białe? Po której
stronie wy jesteście? Rzucając te obrzydliwe pomówienia i kalumnie
stoicie tam, gdzie kiedyś stało ZOMO! Czy wy nie wiecie co oznacza
ta błyskawica? To znak rozpoznawczy Harrego Pottera. Nasz miłościwie
panujący cesarz zlecił potajemnie pewnej amerykańskiej pisarce,
aby napisała jego biografię, A przez swoją skromność nakazał
jej zmienić swoje imię i nazwisko. Dlatego autorka opisała
historię małego czarodzieja który prowadzi wojnę z okrutny, ,,Lordem Voldetuskiem". Harry Potter to odpowiednik naszego cesarza a
ten piorun jest symbolem jego jasnego umysłu. I ja też taką mam na
czole, aby w czasach protestów pokazać wszystkim, że jestem po
właściwiej stronie.
Po
tym przemówieniu nastąpiła chwila głębokiej ciszy, po której
nastąpił wybuch euforii. Po całej wsi rozległy się gromkie brawa
i wiwaty, zagłuszając tym samym ten feralny czujnik od którego
wszystko się zaczęło. Gawiedź radośnie wyszła na ulicę,
śpiewając patriotyczne piosenki i malując pioruny na swoich
czołach, na maskach, na latarniach a nawet i na transformatorach. Na
szczęście o mnie prędko zapomnieli i mogłam spokojnie udać się
do domu celem opatrzenia odniesionych ran.
Byłam dumna z siebie, że
w tak prosty sposób udało mi się wyjść z opresji, ponieważ
wystarczyło użyć słów, które naród chciał usłyszeć, by
uniknąć linczu i samosądu. Tak oto, kochani, od wieków manipuluje
się ludem, któremu łatwiej przychodzi słuchanie, niż myślenie. A
teraz wybaczcie, ale muszę udać się na lekturę wszystkich części
przygód Pottera, by w ten sposób odwdzięczyć się swojemu
wybawcy.