środa, 15 lipca 2020

Jak zabić pająka?


Jak ( bezpiecznie) zabić pająka?
część 1 

     Jak zapewne już wiecie, mieszkam w domu na wsi. Mój pokój, zwany także pracownią lub moją samotnią, znajduje się na drugim piętrze. Z okna rozpościera się piękny widok na pola, lasy, dom sąsiada i znowu pola i lasy. Przy tymże oknie znajduje się niewielki, acz uroczy, półokrągły balkon. Balustradę na nim tworzy metalowa, półokrągła barierka oraz przywiązana do niej lina po której wije się winogron. Pochwalę się, że to był mój pomysł na ekologiczną i tanią balustradę. I tak widok z okna cieszył moje oko, aż do momentu, gdy nie pojawił się niespodziewany gość.

     Pewnego razu, gdy nastała już noc i swoim stałym zwyczajem podeszłam do okna, by zasunąć roletę, spostrzegłam bardzo dziwny szczegół, a mianowicie między barierką a pnączami winogronu unosił się ciemny punkt. Wiedziona ciekawością, wyszłam na balkon, sprawdzić czym jest on jest? To co zobaczyłam, wprawiło mnie w osłupienie i w obrzydzenie. Na tle nocnego nieba ujrzałam lewitującego ogromnego pająka! Nie myśląc ani chwili dłużej, uciekłam do swojego pokoju. Zabarykadowałam drzwi oraz okno i prędko wskoczyłam do swojej sprawdzonej kryjówki. Jeszcze nigdy w łóżku pod kołdrą nie dopadł mnie żaden pająk.

     Gdy nastał już dzień, pierwszą rzeczą jaką musiałam zrobić, to sprawdzenie czy on tam jeszcze jest. Odetchnęłam z ulgą, ponieważ nieproszonego gościa nie było. Ostała się jedynie pajęczyna, na której to sobie lewitował poprzedniej nocy. Przetarłam ją szczotką, uważając, że to wystarczy, aby pozbyć się pająka. Jednak gdy zaszło słońce, okazało się, że ten zabieg wcale nie pomaga. Pająk znów pojawił się i to dokładnie w tym samym miejscu co ostatnio. Zebrałam się na odwagę i postanowiłam z nim porozmawiać. Przycupnęłam na progu balkonu, tak by nie być ani zbyt blisko ani za daleko pająka oraz tak żeby również on mnie dobrze widział i co najważniejsze słyszał. Tłumaczyłam mu, że ten dom jest za mały dla nas dwojga, że nie może nocą wtargnąć do mojego pokoju i zaszyć się w jakimś kącie oraz że ja nie mogę, przez niego, do końca życia spać przy zamkniętym oknie. Dałam mu ultimatum, że albo on grzecznie sobie stąd pójdzie i już nigdy nie wróci pod moje okienko albo pójdę po kapcia i wtedy inaczej sobie porozmawiamy. Na te słowa pająka ewidentnie zamurowało, ponieważ nie odezwał się ani się nawet nie poruszył. Po chwili milczenia dodałam, że daję mu 24 godziny na zastanowienie, po czym wróciłam do swojego pokoju i poszłam spać przy zamkniętym oknie i opuszczonej rolecie.

     Po upływie wyznaczonego czasu, wyszłam na balkon w nadziei, że nikogo tam nie zobaczę. Niestety myliłam się. Pająk beztrosko unosił się na swojej pajęczynie, jak gdyby nigdy nic. Miałam wrażenie, że uśmiecha się do mnie szyderczo. Zagotowało się we mnie, chciałam krzyczeć ale wiedziałam, co muszę zrobić. Pobiegłam do pokoju po moją tajną broń, która zawsze dobrze radziła sobie z pająkami. Co prawda z o wiele mniejszymi, ale wierzyłam, że i tym razem uratuje mnie z opresji. I tak powolnym, lecz zdecydowanym krokiem wróciłam na balkon. Wbiłam swój złowieszczy wzrok w pająka, wycelowałam w niego kapcia, wzięłam zamach i z całej siły uderzyłam w pająka. Widziałam jak wraz z pajęczyną odlatuje na parę metrów, zatrzymuje się na ułamek sekundy i leci w moją stronę! W ostatniej chwili zdążyłam schować się w domu i zamknąć za sobą szklane drzwi balkonowe, gdy pająk pojawił się na parę milimetrów przed szybą. Widziałam jak się bezczelnie do mnie uśmiecha i wraca, na tej swojej gumowej pajęczynie, na swoje stałe miejsce. Tym razem to mnie zamurowało. Nie dość, że pająk przeżył zderzenie z kapciem, to jeszcze miał radochę z ekstremalnego huśtania się. Byłam załamana ale i zdeterminowana. To już była wojna. Wiedziałam, że któreś z nas musi zginąć.

     Następnego dnia zadzwoniłam po poradę do mojej przyjaciółki. Przedstawiłam jej sytuację i zapytałam jakie ona ma sposoby na zwalczanie tych demonów. Odpowiedziała mi, że standardową procedurą jest odkurzenie pająka, a następnie odkurzenie całego domu tak dla pewności, żeby tego insekta poturbowało w worku na kurz i już z niego nie wylazł. Natomiast w ekstremalnych przypadkach można użyć zapalniczki i dezodorantu, by takim domowym miotaczem ognia unicestwić intruza. Powiedziałam jej, że mojego dużego i grubawego pająka na pewno będzie to bolało i zapytałam czy nie zna bardziej humanitarnych sposobów. W odpowiedzi przyjaciółka rzuciła tylko suche: nie bluźnij! I kazała mi się wziąć do roboty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Fioletowy banan

     Pewnego dnia powiedziałam swojej przyjaciółce, że napiszę dla niej krótką historyjkę, pod warunkiem, że mi poda 5 równoważników zdań. ...