Jak ( bezpiecznie)
zabić pająka?
część 1
Jak zapewne już wiecie, mieszkam w
domu na wsi. Mój pokój, zwany także pracownią lub moją samotnią,
znajduje się na drugim piętrze. Z okna rozpościera się piękny
widok na pola, lasy, dom sąsiada i znowu pola i lasy. Przy tymże
oknie znajduje się niewielki, acz uroczy, półokrągły balkon.
Balustradę na nim tworzy metalowa, półokrągła barierka oraz
przywiązana do niej lina po której wije się winogron. Pochwalę
się, że to był mój pomysł na ekologiczną i tanią balustradę.
I tak widok z okna cieszył moje oko, aż do momentu, gdy nie pojawił
się niespodziewany gość.
Pewnego razu, gdy nastała już noc i swoim stałym zwyczajem
podeszłam do okna, by zasunąć roletę, spostrzegłam bardzo dziwny
szczegół, a mianowicie między barierką a pnączami winogronu
unosił się ciemny punkt. Wiedziona ciekawością, wyszłam na
balkon, sprawdzić czym jest on jest? To co zobaczyłam, wprawiło
mnie w osłupienie i w obrzydzenie. Na tle nocnego nieba ujrzałam
lewitującego ogromnego pająka! Nie myśląc ani chwili dłużej,
uciekłam do swojego pokoju. Zabarykadowałam drzwi oraz okno i
prędko wskoczyłam do swojej sprawdzonej kryjówki. Jeszcze nigdy w
łóżku pod kołdrą nie dopadł mnie żaden pająk.
Gdy nastał już
dzień, pierwszą rzeczą jaką musiałam zrobić, to sprawdzenie czy
on tam jeszcze jest. Odetchnęłam z ulgą, ponieważ nieproszonego
gościa nie było. Ostała się jedynie pajęczyna, na której to
sobie lewitował poprzedniej nocy. Przetarłam ją szczotką,
uważając, że to wystarczy, aby pozbyć się pająka. Jednak gdy
zaszło słońce, okazało się, że ten zabieg wcale nie pomaga.
Pająk znów pojawił się i to dokładnie w tym samym miejscu co
ostatnio. Zebrałam się na odwagę i postanowiłam z nim
porozmawiać. Przycupnęłam na progu balkonu, tak by nie być ani
zbyt blisko ani za daleko pająka oraz tak żeby również on mnie
dobrze widział i co najważniejsze słyszał. Tłumaczyłam mu, że
ten dom jest za mały dla nas dwojga, że nie może nocą wtargnąć
do mojego pokoju i zaszyć się w jakimś kącie oraz że ja nie
mogę, przez niego, do końca życia spać przy zamkniętym oknie.
Dałam mu ultimatum, że albo on grzecznie sobie stąd pójdzie i już
nigdy nie wróci pod moje okienko albo pójdę po kapcia i wtedy
inaczej sobie porozmawiamy. Na te słowa pająka ewidentnie
zamurowało, ponieważ nie odezwał się ani się nawet nie poruszył. Po chwili milczenia dodałam, że daję mu 24
godziny na zastanowienie, po czym wróciłam do swojego pokoju i
poszłam spać przy zamkniętym oknie i opuszczonej rolecie.
Po upływie
wyznaczonego czasu, wyszłam na balkon w nadziei, że nikogo tam nie
zobaczę. Niestety myliłam się. Pająk beztrosko unosił się na
swojej pajęczynie, jak gdyby nigdy nic. Miałam wrażenie, że
uśmiecha się do mnie szyderczo. Zagotowało się we mnie, chciałam
krzyczeć ale wiedziałam, co muszę zrobić. Pobiegłam do pokoju po
moją tajną broń, która zawsze dobrze radziła sobie z pająkami.
Co prawda z o wiele mniejszymi, ale wierzyłam, że i tym razem
uratuje mnie z opresji. I tak powolnym, lecz zdecydowanym krokiem
wróciłam na balkon. Wbiłam swój złowieszczy wzrok w pająka,
wycelowałam w niego kapcia, wzięłam zamach i z całej siły
uderzyłam w pająka. Widziałam jak wraz z pajęczyną odlatuje na
parę metrów, zatrzymuje się na ułamek sekundy i leci w moją
stronę! W ostatniej chwili zdążyłam schować się w domu i
zamknąć za sobą szklane drzwi balkonowe, gdy pająk pojawił się
na parę milimetrów przed szybą. Widziałam jak się bezczelnie do
mnie uśmiecha i wraca, na tej swojej gumowej pajęczynie, na swoje
stałe miejsce. Tym razem to mnie zamurowało. Nie dość, że pająk
przeżył zderzenie z kapciem, to jeszcze miał radochę z
ekstremalnego huśtania się. Byłam załamana ale i zdeterminowana.
To już była wojna. Wiedziałam, że któreś z nas musi zginąć.
Następnego dnia
zadzwoniłam po poradę do mojej przyjaciółki. Przedstawiłam jej
sytuację i zapytałam jakie ona ma sposoby na zwalczanie tych
demonów. Odpowiedziała mi, że standardową procedurą jest
odkurzenie pająka, a następnie odkurzenie całego domu tak dla
pewności, żeby tego insekta poturbowało w worku na kurz i już z
niego nie wylazł. Natomiast w ekstremalnych przypadkach można użyć
zapalniczki i dezodorantu, by takim domowym miotaczem ognia
unicestwić intruza. Powiedziałam jej, że mojego dużego i
grubawego pająka na pewno będzie to bolało i zapytałam czy nie
zna bardziej humanitarnych sposobów. W odpowiedzi przyjaciółka
rzuciła tylko suche: nie bluźnij! I kazała mi się wziąć do
roboty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz