środa, 15 lipca 2020

Jak bezpiecznie zabić pająka
część 2

     Nie mając innego pomysłu, postanowiłam jednak skorzystać z porady. I wzięłam się do roboty. Gdy nastał wieczór, wytargałam na drugie piętro odkurzacz budowlany, który ze względu na swój kształt i kolor nazywany jest ,,minionkiem” i czekałam na balkonie, aż zrobi się ciemno i zjawi się moje utrapienie. Oczywiście jeśli o to chodzi, nie zawiodłam się. Intruz zjawił się punktualnie, po zachodzie słońca. Patrzyłam na niego w napięciu i czekałam, aż przestanie się w końcu wiercić i wlepi we mnie te swoje tysiąc czterysta osiemnaście ocząt. Gdy już to uczynił, jedną ręką zbliżyłam do niego rurę odkurzacza, a drugą trzymałam na włączniku. Wtem przycisnęłam guzik i w ułamku sekundy pająk został zassany do wnętrza odkurzacza. Śpiewając i podskakując odprawiłam taniec zwycięstwa, a następnie wzięłam się za odkurzanie całego domu. Odkurzyłam balkon, nie wyremontowane piętro, mieszkalne piętro, dwa koty, garaż oraz piwnicę. Może się wydawać, że to cud, że nie zbudziłam swojego tatuśka, ale on ma tak mocny sen, że można by go wynieść razem z łóżkiem i kotem do ogrodu i dopiero rankiem po przebudzeniu spostrzegłby, że zrobił się przeciąg. Chociaż jedyną rzeczą jaka jest w stanie go obudzić w nocy, to dźwięk otwieranej lodówki, dlatego nie mogę w spokoju podjadać w nocy, ech.

     Następny dzień właściwie przespałam, po całonocnym odkurzaniu. Dopiero pod wieczór, będąc w doskonałym humorze, przechadzałam się po pięknie wysprzątanym domu. Byłam przekonana, że nie spotka mnie nic niedobrego. Jedynie koty zerkały na mnie podejrzliwie, zapewne obmyślając plan zemsty za odkurzanie ich szlachetnych futerek, ale nawet to nie było w stanie popsuć mi dobrego nastroju. Jednak myliłam się i tym razem. Gdy wyszłam na balkon, by się przeciągnąć i zażyć odrobiny świeżego powietrza, w swoim stałym miejscu zauważyłam te czarną nieproszoną spasioną kulkę! To znaczy czarną... No pająk był deczko zakurzony, ale jednak wciąż żywy i ten jego zawadiacki uśmieszek wcale nie znikał z tych jego ,,szczękoszczułek''!

     Miałam serdecznie dość tego upasionego typka. Postanowiłam, że tej nocy na pewno któreś z nas zginie i to nie będę ja. Pobiegłam szybko do swojego pokoju po zapalniczkę i dezodorant. Wierzcie m,i nie chciałam tego robić, ale ten potwór wręcz mnie do tego zmusił. Wróciłam na balkon z determinacją i pełnym wyposażeniem. Zmierzyliśmy się z pająkiem wzrokiem jak dwaj bokserzy przed walką. Odpaliłam zapalniczkę i zbliżyłam ją, do nadal nie zdającego sobie sprawy pająka z powagi sytuacji, w jakiej się obecnie znalazł. Drugą ręka przyłożyłam dezodorant. Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam dozownik. Wielki jęzor ognia pojawił się w mgnieniu oka. Kołyszący się na pajęczynie pająk zamienił się w pająka z rożna. Zaśmiałam się triumfalnie, byłam przekonana, że ten tłuścioch za chwilę zamieni się w popiół. W pewnym momencie spostrzegłam, że palił się nie tylko pająk ale i moja ekologiczna balustrada! Ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie. Widziałam jak po linie, po której wił się winogron, ogień zmierza w stronę drugiego balkonu. Prędko dotarło do mnie, że za moment płomienie wtargną na piętro, gdzie znajdował się mój niczego nie świadomy tatusiek wraz z kotami. Nie tracąc ani sekundy, zbiegłam po schodach ile sił w nogach i popędziłam w stronę remizy, by włączyć syrenę. Na szczęście to moi sąsiedzi i prędko udało mi się włączyć alarm. Strażacy tym razem pojawili się na czas i od razu przeszli do akcji. Po kilkunastu minutach zdołali ugasić pożar. Tacie i kotom nie stała się żadna krzywda, cała trójka smacznie przespała całą akcję.

     Jeszcze tej samej nocy wróciłam na balkon, by oglądnąć poniesione szkody, było mi żal utraconej balustrady. Nagle usłyszałam jak ktoś kaszle. Był to piskliwy i ochrypnięty głosik. Myślałam, że to od tego pożaru jeszcze szumi mi w głowie. Wtem przypomniałam sobie o nim. Popatrzyłam w miejsce, od którego zaczął się ten cały pożar. Ze zdumienia i bezsilności padłam na kolana i znalazłam się oko w oko, to znaczy oko w tysiąc czterysta osiemnaście oczu z jeszcze lekko dymiącym i kaszlącym pająkiem. To jednak jest prawda, pająki są niezniszczalne. I to dlatego nie można ich zabijać, bo tylko można przy tym zrobić sobie krzywdę. Zaproponowałam pająkowi sojusz. Postanowiłam nadać mu imię Stefan i pozwolić zamieszkać na balkonie, z rygorystycznym zakazem wstępu do mojego pokoju i obiecałam, że w zamian za to przestanę go nękać i nadam mu status zwierzątka domowego. Pająk, to znaczy Stefan przystał na tę propozycję. Wyciągnęłam do niego palec, a on chwycił go jedną ze swoich ośmiu kończyn. W ten sposób zawarliśmy pakt. I była to dobra decyzja. Stefan ma spokojny bezpieczny domek, a ja zyskałam przyjaciela i pogromcę upierdliwie bzyczących much. Pamiętajcie, że pająki nie wydają z siebie takich irytujących dźwięków i gdy je dobrze traktujemy, to nie stanowią dla nas żadnego zagrożenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Fioletowy banan

     Pewnego dnia powiedziałam swojej przyjaciółce, że napiszę dla niej krótką historyjkę, pod warunkiem, że mi poda 5 równoważników zdań. ...