Jak bezpiecznie zabić pająka
część 2
Nie mając innego
pomysłu, postanowiłam jednak skorzystać z porady. I wzięłam się
do roboty. Gdy nastał wieczór, wytargałam na drugie piętro
odkurzacz budowlany, który ze względu na swój kształt i kolor
nazywany jest ,,minionkiem” i czekałam na balkonie, aż zrobi się
ciemno i zjawi się moje utrapienie. Oczywiście jeśli o to chodzi,
nie zawiodłam się. Intruz zjawił się punktualnie, po zachodzie
słońca. Patrzyłam na niego w napięciu i czekałam, aż przestanie
się w końcu wiercić i wlepi we mnie te swoje tysiąc czterysta
osiemnaście ocząt. Gdy już to uczynił, jedną ręką zbliżyłam
do niego rurę odkurzacza, a drugą trzymałam na włączniku. Wtem
przycisnęłam guzik i w ułamku sekundy pająk został zassany do
wnętrza odkurzacza. Śpiewając i podskakując odprawiłam taniec
zwycięstwa, a następnie wzięłam się za odkurzanie całego domu.
Odkurzyłam balkon, nie wyremontowane piętro, mieszkalne piętro,
dwa koty, garaż oraz piwnicę. Może się wydawać, że to cud, że
nie zbudziłam swojego tatuśka, ale on ma tak mocny sen, że można
by go wynieść razem z łóżkiem i kotem do ogrodu i dopiero
rankiem po przebudzeniu spostrzegłby, że zrobił się przeciąg.
Chociaż jedyną rzeczą jaka jest w stanie go obudzić w nocy, to dźwięk
otwieranej lodówki, dlatego nie mogę w spokoju podjadać w nocy,
ech.
Następny dzień
właściwie przespałam, po całonocnym odkurzaniu. Dopiero pod
wieczór, będąc w doskonałym humorze, przechadzałam się po
pięknie wysprzątanym domu. Byłam przekonana, że nie spotka mnie
nic niedobrego. Jedynie koty zerkały na mnie podejrzliwie, zapewne
obmyślając plan zemsty za odkurzanie ich szlachetnych futerek, ale
nawet to nie było w stanie popsuć mi dobrego nastroju. Jednak
myliłam się i tym razem. Gdy wyszłam na balkon, by się
przeciągnąć i zażyć odrobiny świeżego powietrza, w swoim
stałym miejscu zauważyłam te czarną nieproszoną spasioną kulkę!
To znaczy czarną... No pająk był deczko zakurzony, ale jednak
wciąż żywy i ten jego zawadiacki uśmieszek wcale nie znikał z
tych jego ,,szczękoszczułek''!
Miałam
serdecznie dość tego upasionego typka. Postanowiłam, że tej nocy
na pewno któreś z nas zginie i to nie będę ja. Pobiegłam szybko
do swojego pokoju po zapalniczkę i dezodorant. Wierzcie m,i nie
chciałam tego robić, ale ten potwór wręcz mnie do tego zmusił.
Wróciłam na balkon z determinacją i pełnym wyposażeniem.
Zmierzyliśmy się z pająkiem wzrokiem jak dwaj bokserzy przed
walką. Odpaliłam zapalniczkę i zbliżyłam ją, do nadal nie
zdającego sobie sprawy pająka z powagi sytuacji, w jakiej się
obecnie znalazł. Drugą ręka przyłożyłam dezodorant. Wzięłam
głęboki oddech i nacisnęłam dozownik. Wielki jęzor ognia pojawił
się w mgnieniu oka. Kołyszący się na pajęczynie pająk zamienił
się w pająka z rożna. Zaśmiałam się triumfalnie, byłam
przekonana, że ten tłuścioch za chwilę zamieni się w popiół. W
pewnym momencie spostrzegłam, że palił się nie tylko pająk ale i
moja ekologiczna balustrada! Ogień rozprzestrzeniał się
błyskawicznie. Widziałam jak po linie, po której wił się
winogron, ogień zmierza w stronę drugiego balkonu. Prędko dotarło
do mnie, że za moment płomienie wtargną na piętro, gdzie
znajdował się mój niczego nie świadomy tatusiek wraz z kotami.
Nie tracąc ani sekundy, zbiegłam po schodach ile sił w nogach i
popędziłam w stronę remizy, by włączyć syrenę. Na szczęście
to moi sąsiedzi i prędko udało mi się włączyć alarm. Strażacy
tym razem pojawili się na czas i od razu przeszli do akcji. Po
kilkunastu minutach zdołali ugasić pożar. Tacie i kotom nie stała
się żadna krzywda, cała trójka smacznie przespała całą akcję.
Jeszcze tej
samej nocy wróciłam na balkon, by oglądnąć poniesione szkody,
było mi żal utraconej balustrady. Nagle usłyszałam jak ktoś
kaszle. Był to piskliwy i ochrypnięty głosik. Myślałam, że to
od tego pożaru jeszcze szumi mi w głowie. Wtem przypomniałam sobie
o nim. Popatrzyłam w miejsce, od którego zaczął się ten cały
pożar. Ze zdumienia i bezsilności padłam na kolana i znalazłam
się oko w oko, to znaczy oko w tysiąc czterysta osiemnaście oczu z
jeszcze lekko dymiącym i kaszlącym pająkiem. To jednak jest
prawda, pająki są niezniszczalne. I to dlatego nie można ich
zabijać, bo tylko można przy tym zrobić sobie krzywdę.
Zaproponowałam pająkowi sojusz. Postanowiłam nadać mu imię
Stefan i pozwolić zamieszkać na balkonie, z rygorystycznym zakazem
wstępu do mojego pokoju i obiecałam, że w zamian za to przestanę
go nękać i nadam mu status zwierzątka domowego. Pająk, to znaczy
Stefan przystał na tę propozycję. Wyciągnęłam do niego palec, a
on chwycił go jedną ze swoich ośmiu kończyn. W ten sposób
zawarliśmy pakt. I była to dobra decyzja. Stefan ma spokojny
bezpieczny domek, a ja zyskałam przyjaciela i pogromcę upierdliwie
bzyczących much. Pamiętajcie, że pająki nie wydają z siebie
takich irytujących dźwięków i gdy je dobrze traktujemy, to nie
stanowią dla nas żadnego zagrożenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz