Kochani, dzisiaj opowiem wam o mojej przyjaciółce, która właśnie
obchodzi urodziny. Tak, dała swojemu tatusiowi najlepszy prezent na
dzień ojca, a mianowicie samą siebie. Heh, mała cwaniara.
Oczywiście korona wirus nadal szaleje, choć masa ludzi uważa, że
już jest normalnie, także my myślący, czekamy na kolejną falę
zachorowań, oj, oj, oj. Dlatego przez niego odwiedziny są właściwie
niemożliwe, brak funduszy szydzi sobie ze mnie i nie pozwala kupić
prezentu, a moja postępująca skleroza uciekła już tak daleko, że
nie złożyłam życzeń swojej jedynej przyjaciółce. I to właśnie
dlatego pisze ten tekst. A zatem przejdźmy do naszej bohaterki.
Dominisię
znam jeszcze z czasów, gdy ludzie mieszkali w jaskiniach, polowali
na zwierzęta, dziś to już polują tylko na promocję na kurczaka w
supermarkecie, i mieli tak małe rozumki, że nie kierowali się
logiką, sensem działania tylko najprostszymi emocjami i swoim
własnym egoistycznym dobrem. Hmm, w sumie to nie wiele się
zmieniło. Czyli innymi słowy mówiąc, nie pamiętam czasów, gdy
nie znałam Dominisi. I dobrze, bo czas bez niej, jest czasem
straconym.
Spotkania
z nią zawsze wprawiają mnie w dobry humor, Co prawda, podczas
naszych meetingów obydwie chronicznie cierpimy na ból brzucha,
który często z niewiadomych przyczyn przeistacza się w ból
pleców, ale przyznajcie sami, czyż nie jest najpiękniejszą
śmiercią umarcie ze śmiechu? A już zrobienie tego w towarzystwie
swojej najlepszej przyjaciółki, byłoby prawdziwą wisienką na
torcie. Oczywiście oprócz śmiania się, często ze sobą
rozmawiamy na masę różnych tematów. Kiedyś próbowałam spisać
od czego zaczynamy naszą pogawędkę, a na czym się ona kończy,
ale po półtorej godziny się zgubiłam. A wyobraźcie sobie, że
godzina naszej rozmowy przez telefon, to jest właściwie tylko
pomyłka, a nie rozmowa. Przez tego wirusa w koronie naszą normą
stały się trzy wspólne godziny, żeby w ogóle można było nazwać
to rozmową telefoniczną.
A
tak szczerze, to dziwi mnie, dlaczego tak dobrze się dogadujemy?
Dominisia jest otwartą osobą, pozytywnie nastawioną do świata i
do ludzi, ma tak dobre serduszko, że nawet lumpa z jezdni podniesie
i przetransportuje w bezpieczne miejsce, aby tylko nie stała mu się
żadna krzywda, a jej kreatywność zdecydowanie przekracza granice
mojej wyobraźni, a skoro piszę historyjki zaczynając od samej
puenty, to muszę takową posiadać, co nie? A ja? Kimże przy niej
jestem? Życiową miernotą, która gardzi ludźmi, cieszy się, że
jest na kwarantannie, z dala od świata i na wszystko ma jedną
odpowiedź brzmiącą bardzo dobitnie, a mianowicie jest nią : Nie!
I
my się dogadujemy. Przecież to jest cud! Nie wiadomo czy jakiś Bóg
jeszcze istnieje ale cuda, i takie cudaki jak ja, jak widać się
zdarzają. Czy jest coś co nas łączy? Hmm chroniczne bóle brzucha
, które przeistaczają się w ból pleców, tak jak już wspominałam
ale to właściwie byłoby na tyle jeśli chodzi o podobieństwa.
Gdyby w jakiś sposób mnie zabrakło, Dominisia poradziłaby sobie
beze mnie. Szybko potrafiłaby znaleźć odpowiednią osobę która
mnie zastąpi, wystarczy żeby tego chciała. A ja bez niej
zamieniłabym się w popiół i prędko umarła na zgorzkniałość.
Jestem
ci wdzięczna Dominiko, że w niewyjaśniony sposób pojawiłaś się
w moim marnym życiu i postanowiłaś w nim zostać. Dziękuję ci za
to, że jesteś i za to jaka jesteś. Uwielbiam cię w każdym calu,
dla mnie jesteś ideałem kobiety, a jeśli masz jakieś wady, to
wybacz, ja ich nie widzę, bo w moich oczach twoja wada staje się
uroczą zaletą. Bądź sobą aniołku teraz i zawsze, bo jest w
tobie niesamowita wartość. Wszystkiego najlepszego z okazji
kolejnych dwudziestych trzecich urodzin.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz