środa, 24 czerwca 2020

Prezent na urodziny


     Kochani, dzisiaj opowiem wam o mojej przyjaciółce, która właśnie obchodzi urodziny. Tak, dała swojemu tatusiowi najlepszy prezent na dzień ojca, a mianowicie samą siebie. Heh, mała cwaniara. Oczywiście korona wirus nadal szaleje, choć masa ludzi uważa, że już jest normalnie, także my myślący, czekamy na kolejną falę zachorowań, oj, oj, oj. Dlatego przez niego odwiedziny są właściwie niemożliwe, brak funduszy szydzi sobie ze mnie i nie pozwala kupić prezentu, a moja postępująca skleroza uciekła już tak daleko, że nie złożyłam życzeń swojej jedynej przyjaciółce. I to właśnie dlatego pisze ten tekst. A zatem przejdźmy do naszej bohaterki.
     Dominisię znam jeszcze z czasów, gdy ludzie mieszkali w jaskiniach, polowali na zwierzęta, dziś to już polują tylko na promocję na kurczaka w supermarkecie, i mieli tak małe rozumki, że nie kierowali się logiką, sensem działania tylko najprostszymi emocjami i swoim własnym egoistycznym dobrem. Hmm, w sumie to nie wiele się zmieniło. Czyli innymi słowy mówiąc, nie pamiętam czasów, gdy nie znałam Dominisi. I dobrze, bo czas bez niej, jest czasem straconym.
     Spotkania z nią zawsze wprawiają mnie w dobry humor, Co prawda, podczas naszych meetingów obydwie chronicznie cierpimy na ból brzucha, który często z niewiadomych przyczyn przeistacza się w ból pleców, ale przyznajcie sami, czyż nie jest najpiękniejszą śmiercią umarcie ze śmiechu? A już zrobienie tego w towarzystwie swojej najlepszej przyjaciółki, byłoby prawdziwą wisienką na torcie. Oczywiście oprócz śmiania się, często ze sobą rozmawiamy na masę różnych tematów. Kiedyś próbowałam spisać od czego zaczynamy naszą pogawędkę, a na czym się ona kończy, ale po półtorej godziny się zgubiłam. A wyobraźcie sobie, że godzina naszej rozmowy przez telefon, to jest właściwie tylko pomyłka, a nie rozmowa. Przez tego wirusa w koronie naszą normą stały się trzy wspólne godziny, żeby w ogóle można było nazwać to rozmową telefoniczną.
     A tak szczerze, to dziwi mnie, dlaczego tak dobrze się dogadujemy? Dominisia jest otwartą osobą, pozytywnie nastawioną do świata i do ludzi, ma tak dobre serduszko, że nawet lumpa z jezdni podniesie i przetransportuje w bezpieczne miejsce, aby tylko nie stała mu się żadna krzywda, a jej kreatywność zdecydowanie przekracza granice mojej wyobraźni, a skoro piszę historyjki zaczynając od samej puenty, to muszę takową posiadać, co nie? A ja? Kimże przy niej jestem? Życiową miernotą, która gardzi ludźmi, cieszy się, że jest na kwarantannie, z dala od świata i na wszystko ma jedną odpowiedź brzmiącą bardzo dobitnie, a mianowicie jest nią : Nie!
     I my się dogadujemy. Przecież to jest cud! Nie wiadomo czy jakiś Bóg jeszcze istnieje ale cuda, i takie cudaki jak ja, jak widać się zdarzają. Czy jest coś co nas łączy? Hmm chroniczne bóle brzucha , które przeistaczają się w ból pleców, tak jak już wspominałam ale to właściwie byłoby na tyle jeśli chodzi o podobieństwa. Gdyby w jakiś sposób mnie zabrakło, Dominisia poradziłaby sobie beze mnie. Szybko potrafiłaby znaleźć odpowiednią osobę która mnie zastąpi, wystarczy żeby tego chciała. A ja bez niej zamieniłabym się w popiół i prędko umarła na zgorzkniałość.

     Jestem ci wdzięczna Dominiko, że w niewyjaśniony sposób pojawiłaś się w moim marnym życiu i postanowiłaś w nim zostać. Dziękuję ci za to, że jesteś i za to jaka jesteś. Uwielbiam cię w każdym calu, dla mnie jesteś ideałem kobiety, a jeśli masz jakieś wady, to wybacz, ja ich nie widzę, bo w moich oczach twoja wada staje się uroczą zaletą. Bądź sobą aniołku teraz i zawsze, bo jest w tobie niesamowita wartość. Wszystkiego najlepszego z okazji kolejnych dwudziestych trzecich urodzin.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Fioletowy banan

     Pewnego dnia powiedziałam swojej przyjaciółce, że napiszę dla niej krótką historyjkę, pod warunkiem, że mi poda 5 równoważników zdań. ...