wtorek, 12 maja 2020

Ochotnicza Straż Pożarna


      Od kilku lat mieszkam na wsi, pod jednym z większych miast. Czuję się tutaj jak księżniczka, która żyła sobie za siedmioma górami i za siedmioma lasami. Brakuje tylko smoka, a szkoda, bo miałby tutaj wielu baranów na pożarcie.

     Mój dom znajduje się w ścisłym centrum, to znaczy między jedynym we wsi sklepem , a remizą. I to właśnie wokół niej dzieją się najciekawsze rzeczy. Raz grupa miłośników mamrota podtrzymuje ściany remizy, by ta się nie zawaliła, innym razem młodzież pod latarniami próbuje przejść na ciemną stronę mocy (a wiadomo że pod latarnią jest zawsze najciemniej) innym zaś razem kilku dorosłych, acz halabuśnych (czyt. charakternych) mężczyzn ręcznie wyjaśnia sprawy między sobą. Ściślej mówiąc życie roller-coster’owych przygód wrze.

     Jednak nie zapominajmy, że jeśli chodzi o remizę, to strażacy są najważniejsi. Drogie panie (panowie akurat mogą pominąć ten akapit) jest w czym wybierać, no jeden przystojniejszy od drugiego. Ograniczeń wiekowych praktycznie żadnych. Z najkrótszym (stażem oczywiście) siedemnastolatek, z najdłuższym (nadal mam na myśli staż) siedemdziesięciodwulatek. Wszyscy silni, zwarci, gotowi i co najważniejsze, zawsze chętni ( do pracy, rzecz jasna). A te ich występy? To znaczy zawody strażackie, no dziewczyny nic tylko zrobić kubeł popcornu i ich podziwiać. Grupa umięśnionych przystojniaków biega, pokonuje przeszkody, macha tymi swoimi pukawkami. Ci strażacy wręcz płoną testosteronem, kobiety mdleją na ich widok, koty wdrapują się na najwyższe drzewa, psy jak zwykle tylko szczekają, a żaby w stawie robią ,,kum kum”.

     Jak już wspominałam mieszkam niedaleko takiej wylęgarni testosteronu, czego zazdroszczą mi wszystkie wiejskie dziewczęta. Dlatego najpiękniejszym dźwiękiem jaki można tu usłyszeć, jest wyjąca syrena strażacka. To znak, że zaraz się zacznie, że przyjadą pod moją wieże książęta w białych rumakach, czy tam starych fiatach, no mniejsza z tym. Z utęsknieniem czekam na ten dźwięk, wiedząc że będzie zaraz czym nacieszyć oko.
I w końcu stało się. Gdy nastąpił środek dnia w środku tygodnia, w środku wsi, która jest pępkiem tego średniego świata, zaczęła wyć syrena. Pierwszy sygnał – z wywieszonym jęzorem lecę do obserwatorium ,czyli do okna w kuchni. Drugi sygnał – czekam na strażaków, a szyba zdążyła już zaparować. Trzeci sygnał – ocieram szybę by poprawić ostrość widzenia i niechcący natykam się na małą kałużę na parapecie. Przy trzecim sygnale zawsze się pojawia, ale do tej pory jest dla mnie zagadką ,skąd ona się bierze? Wtem syrena ucichła, na wsi zapanowała cisza, a żaby przestały kumkać. I co widzę? A no nic. Absolutnie nic. Nikt się nie pojawił. Pełna żalu, rozczarowania i z postępującą depresją, wróciłam do swoich codziennych zajęć.

     I tak wieś częściowo spłonęła, gdyż nie pojawił się żaden ze strażaków. Każdy był w swojej pracy: na budowie, w warsztacie albo w biurze. I taki już jest urok Ochotniczej Straży Pożarnej, ochota jest, tylko straży nie ma.

1 komentarz:

Fioletowy banan

     Pewnego dnia powiedziałam swojej przyjaciółce, że napiszę dla niej krótką historyjkę, pod warunkiem, że mi poda 5 równoważników zdań. ...